szczęście to rzeczywistość podzielona przez oczekiwania
RSS
czwartek, 25 lutego 2010
muszę się pochwalić. kupiłam sobie skórzany fotel. co prawda, nie jest to fotel prezesa, bo przecież prezesi nie kupują foteli w biedronce, ale na moje cztery litery pasuje jak ulał. jeszcze luzy mam. Tośka zwolniła, oszczędza się. przestała biegać, większość dnia przesypia, a na spacerach robi za żółwia. to jeszcze jednak niczego nie przesądza, bo przy ciąży urojonej też się tak zachowywała, ale nie pozostaje mi nić innego jak się do tego przystosować. bocian codziennie masuje ją po brzuszku i pyta "Tośka, kiedy będziesz miała wyczuwalne zarodki?", a Tośka odpowiada swoim gardłowym pomrukiem. o ile, dobrze rozumiem mowę swojego psa, to oznacza "drap mnie, drap, uwielbiam to". wyczytałam, że suki, które są dopieszczone, są opiekuńczymi matkami. już nie mogę się doczekać. choćby na te wyczuwalne zarodki.
i jeszcze na jedno nie mogę się doczekać. na suche ulice.  na  chodnikach zalegają jeszcze tony śniegu, nie da się przejść bez zamoczenia butów. no i na moją łyżkę wazową ukytą pod śniegiem na działce sąsiada też nie mogę się doczekać.
aj, całe życie tylko się na coś czeka, a ono i tak przez palce przecieka. (rym był niezamierzony)
 

18:26, mozart64
Link Komentarze (6) »
piątek, 19 lutego 2010
co prawda przy wczorajszym dachowym bombardowaniu obyło się bez strat w ludziach, czego niestety nie można powiedzieć o daszku nad schodami. Pan łażąc po nim ostatnio, trochę nadwątlił mocowania i jeden strzał z góry wystarczył, żeby dokończyć dzieła. południowa strona już opadła, północna czeka jeszcze na dogrzanie, żeby runąć. wiosna idzie z hukiem. mróz odpuścił, czego nie mogę powiedzieć o swoim apetycie na słodycze. bez żadnej kontroli opycham się ciastkami. zupełnie nie umiem się powtrzymać. to się kwalifikuje na psychoterapię normalnie. i jak bym miała nie dość swoich problemów, bocian zrzuca mi na barki jeszcze swoje. a to, że pani z matematyki goni z zadaniami, że Michał przeszkadza na kartkówkach i wreszcie, że w wielkiej tajemnicy wybrali delegację do Francji, z której połowy ledwo na dwóję wyciąga z tego języka. w dodatku cierpię na notoryczny brak snu, a w nocy musze jeszcze jechać po Pana. no nic, tylko stanąć pod dachem i czekać, aż zabije.
14:37, mozart64
Link Komentarze (4) »
czwartek, 18 lutego 2010
wszystko kapie. a właściwie to bombarduje. do własnego domu dzisiaj wchodziłam ze świadomośćią zagrożenia . Pan szczęśliwy, bo w końcu mógł samochód umyć. po ostatnich wyprawach do Warszawy, miał bardziej kolor soli niż swój własny. wiosna idzie, nie ma co. a w związku z wiosną, kiedy dzisiaj od pani z apteki usłyszałam, że jedna szczepionka jest, a drugiej nie ma i będzie może na początku przyszłego tygodnia, nie zdzierżyłam. nie mam w zwyczaju robić komuś koło pióra, nie lubię pieniactwa i nie mam go w sobie. okazuje się jednak, że na uśmiech niewiele w dzisiejszym świecie da się załatwić. zadzwoniłam do inspektoratu, wyłuszczyłam sprawę. i cóż? właśnie dostałam telefon od kierownika apteki, że szczepionka będzie jutro rano, że dostanę zwrot połowy kosztów, że przepraszają i w ogóle. wniosek z tego jest tylko jeden. nie powiem, żeby mnie satysfakcjonował. nie odziedziczyłam po ojcu natury wojownika, który wkraczał do każdego urzędu, z marszu bojowo nastawiony, pokazując od razu, kto jest dla kogo. czasami żałuję, że nie jestem ryczącym lwem, jak twierdzą horoskopy, tylko pluszowym misiem. jakoś nie dają mi satysfakcji takie wygrane.
14:40, mozart64
Link Komentarze (3) »
środa, 17 lutego 2010
wtorek, 16 lutego 2010
w niedzielę mieliśmy opad ciągły. to co rano odśnieżyłam, po południu już zapadało. stwierdziliśmy z Panem, że dopóki pada, nie ma co sobie głowy zawracać. na taki sam pomysł zdaje sie wpadł mój ulubiony sąsiad. poczekał, aż wszyscy odśnieżą, przegarnął tylko tyle, żeby sobie rano garaż otworzyć i szczęśliwy poszedł spać. a tu rano trach, wziął i się na drodze zakopał. ileż to razu ja mu tego życzyłam. ileż razy karmiłam swoją wyobraźnię jego widokiem w zaspie. niestety musiałam byłam być przy tym jego zakopaniu fizycznie obecna i nie pozostało mi nic innego, jak popchnąć. chociaż jestem pewna, że on na moim miejscu, wolałby strzelić głupa, a później filować zza firanki. no nie udały mi się moje czary mary tym razem.
bocian od soboty ciągnie na detoksie. przez cztery pierwsze dni wtranżala tylko warzywa i owoce, jutro już może dołączyć nabiał. teść przyniósł w niedzielę jej lubiony sernik z brzoskwiniami. w szkole sezon osiemnastek i tortów oczywiście.  ale bocian jest twardy jak Dzierżyński.
a mi dzisiaj ptaki w parku powiedziały, że idzie wiosna.  uwierzyłam. ten niedzielny śnieg, to był tylko tak po tłustym czwartku.


16:41, mozart64
Link Komentarze (5) »
niedziela, 14 lutego 2010
sobota, 13 lutego 2010
jestem tak wściekła, że chyba zaraz mnie rozniesie. 6 stycznia zamówiłam w aptece, dla bociana, szczepionki odczulające. pani powiedziała, że czas realizacji zamówienia wynosi 10 i jak się szczepionki pojawią, to ona zadzwoni. nie zadzwoniła. kiedy ja to zrobiłam, okazało się, że szczepionki nie maja, ale się dowie dlaczego. po następnym telefonie, dowiedziałam się, że nie ma jej w hurtowni i będzie dopiero ok. 4 lutego, a później to już kwestia dnia. zresztą pani zadzwoni. nie zadzwoniła, więc 8 lutego poszłam do apteki sprawdzić, co z moją szczepionką. i tak jeśli nie chodzę, to dzwonię tam codziennie i za każdym razem procedura jest taka sama. najpierw szukanie recepty, później zdziwienie, że to już tak dawno zamówione, obietnica sprawdzania i oddzwonienia. a czas mija, za chwilę przyjdzie wiosna i kiedy alergen będzie w powietrzu, będę sobie mogła, te szczepionkę w dupę wsadzić. ale, co to szanowne panie w aptece obchodzi. znowu dzisiaj wybieram się apteki. a może tym razem Pana poślę?
10:37, mozart64
Link Komentarze (6) »
piątek, 12 lutego 2010
na forum naszego miasta trwa właśnie dyskusja, o ostatnim wydarzeniu w kinie. chłopak wykorzystał jakąś komedię romantyczną, publiczność (zapewne też romantyczną, skoro taki repertuar wybrała) i oświadczył się swoje dziewczynie. no nie wzdycham, wybaczcie. czy jestem mało romantyczna? ależ wręcz przeciwnie. co to za romantyzm, taki pod publiczkę? przyznam, że z lekkim zażenowaniem patrzę na dość częste ostanio w naszej telewizji programy, gdzie na widok publiczny wystawia się swoje uczucia.  nie wierzyłabym w deklaracje, nawet te wypowiadane przez samą siebie, czując na sobie oko kamery. życie to nie reality show. i pewnie prowadzenie bloga, to też na swój sposób przejaw ekshibicjonizmu, tyle, że chyba bardziej umiarkowany. a może mi się tak tylko wydaje?
13:35, mozart64
Link Komentarze (4) »
czwartek, 11 lutego 2010
pisać mi się nie chce, odśnieżać mi się nie chce, nawet pączków mi się nie chce. jednym się zapchałam. a dzisiaj mi się przyśniło, że niedźwiedź na wrotkach jeździł po moim podwórku.
19:05, mozart64
Link Komentarze (8) »
piątek, 05 lutego 2010
jesteśmy zmęczone, ale szczęśliwe. mam na myśli oczywiście siebie i Tośkę, bo Pan ledwo wróciliśmy, a już musiał jechać z powrotem do pracy. co prawda dzisiaj rano Tośka chyba miała już dosyć wojaży, bo próbowała się schronić w swoim legowisku. a nuż o niej zapomną i pozwolą się wyspać.  na temat psa, jego właściciela i młodziutkiej weterynarz, która kierowała całą akcją (trzydniową zresztą), mogłabym pisać hymny pochwalne, a  i widok dwóch miziających się piesków (bez erotycznych podtekstów tym razem) nie do opisania. jak z kreskówki "zakochany kundel". teraz Tośka wymiziana, wymasowana i mam nadzieję zapłodniona, śpi, wzdychając co chwila. ciekawe co jej śni? bo mi przez najblższe dwa miesiące, jak przypuszczam, będą się śniły Tośki akcje porodowe.
14:46, mozart64
Link Komentarze (22) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6